Pieniądze z Funduszu, z którego mieliśmy w przyszłości dopłacać do emerytur.Nie wystarczą !!!

[20.02.2015]

Fundusz Rezerwy Demograficznej powołano razem z reformą emerytalną. To skarbonka zabezpieczająca emerytury dzisiejszym 40- czy 50-latkom.

Mieliśmy z niej skorzystać dopiero po 2020 r. Powinno się uzbierać blisko 100 mld zł. Ile jest? Jak ustaliła "Wyborcza" - 17,9 mld zł.

Zakładając, że co miesiąc ZUS wydaje na emerytury 10 mld zł, pieniądze starczą na niecałe dwa miesiące. - Ten fundusz jest fikcją - mówi Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS i Konfederacji Lewiatan.

Skąd FRD bierze pieniądze?

Ze składek ubezpieczeniowych (obecnie 0,35 proc. podstawy składki emerytalnej). Docelowo miał być to 1 proc. Tyle że kolejne rządy, od lewicy po prawicę, za bardzo się tym nie przejmowały. Drugie źródło to prywatyzacja. Na FRD miało iść 40 proc. pieniędzy z prywatyzowanych spółek.

Ale rządzący, tłumacząc się trudną sytuacją finansową, co roku fundusz podskubują. W 2010 r. zabrali stamtąd 7,5 mld zł, w 2011 r. - 4 mld zł, w 2012 r. - 2,8 mld zł, a w 2013 r. - 2,5 mld zł.

- Niestety, konstrukcja Funduszu jest taka, że każdy kolejny rząd może wyciągnąć z niego pieniądze. A skoro mogą, to wyciągają - mówi Andrzej Arendarski, szef Krajowej Izby Gospodarczej. - Pieniędzy na emerytury będziemy potrzebowali w przyszłości. No ale kogo to interesuje? Liczy się tu i teraz.

Najtrudniejsze lata rozpoczną się już za dekadę. Wtedy na emeryturze będziemy mieli dwa wyże demograficzne. Według prognoz ZUS, biorąc pod uwagę inflację, dziura emerytalna w latach 2025-30 będzie wynosić nawet 70 mld zł rocznie (wariant pesymistyczny).

Starzejemy się

Co na to rząd, który od czterech lat skubie Fundusz? - Wokół FRD narosło dużo mitów. Nigdy nie miał być zabezpieczeniem wypłat emerytur, ale od początku zakładano, że będzie buforem uzupełniającym niedobór funduszu emerytalnego - mówi wice-minister finansów Izabela Leszczyna. I broni rządu, że zgodnie z ustawą z 1998 r. zakładano, że uruchomienie środków nastąpi już w 2009 r.

Starzejemy się nie tylko my, ale też cała Europa. Zachód się jednak do tego przygotowuje. W Norwegii wartość funduszu emerytalnego zasilanego wpływami ze sprzedaży ropy i gazu osiągnęła rekordową sumę 600-800 mld euro. - Nigdy nie będziemy Norwegią z bogatymi złożami. Dlatego nigdy nie będzie nas stać na odkładanie do Funduszu dużych pieniędzy. Musimy oszczędzać - stwierdza Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku

Wojciechowski wskazuje na dziury w systemie, przez które wyciekają nam miliardy złotych. Choćby niezreformowany system rent. Już za kilka lat mogą być wyższe od emerytur. Rencista, który pracował 15 lat, dostanie więcej pieniędzy od emeryta, który pracował 35 lat.

Pieniądze wyciekają również do przedstawicieli zawodów, którzy sami na emeryturę nie odkładają albo odkładają w niewielkich stopniu (mundurowi, górnicy, sędziowie). Płacą za nich wszyscy inni. W 2013 r. wydatki na emerytury i renty służb mundurowych wynosiły 15,3 mld zł, a dotacja do KRUS (ponad 90 proc. emerytury rolniczej pokrywa państwo) - 16,5 mld zł.

Z czego państwo odda nam pieniądze?

Wszystkie nasze składki z OFE, po które rząd sięgnął, są dopisywane do naszych kont emerytalnych w ZUS. I państwo gwarantuje, że odda nam te pieniądze na koniec kariery zawodowej. Pytanie tylko z czego.

Już dziś ZUS ma nam oddać astronomiczną sumę - 2,2 bln zł. Tych pieniędzy nie ma. Są to tylko zobowiązania na przyszłość zaksięgowane na dyskach komputerów w Centralnym Ośrodku Obliczeniowym ZUS na warszawskich Powązkach.

- Emerytury to tykająca bomba, jeśli rządzący nie będą szukać rozwiązań i oszczędności, ta bomba w końcu rozsadzi system - alarmuje Arendarski.

Co się stanie, gdy nie będziemy zasilać FRD i jednocześnie nie uszczelnimy dziur w systemie emerytalnym? Trzeba będzie podnosić podatki i składki. Tylko czy młodzi ludzie będą chcieli je płacić? Czy przytłoczeni wysokimi kosztami pracy nie będą woleli wybrać emigracji i w najgorszych pod względem demografii czasach będą płacić składki w Wielkiej Brytanii i Irlandii?

Być może trzeba będzie zrezygnować z corocznej waloryzacji emerytur, a nawet ciąć już wypłacane świadczenia. Tymczasem politycy opozycji wymyślają kolejne rozwiązania, które, zamiast ciąć wydatki, jeszcze je powiększą.

PiS proponuje obniżenie wieku emerytalnego, Solidarna Polska - tzw. emerytury obywatelskie dla każdego, SLD - 200 zł dodatku do emerytury.

Z kolei związkowcy chcieliby, aby Polacy mogli odchodzić na emeryturę po 35 (kobiety) lub 40 latach pracy (mężczyźni). Poparcia tego pomysłu (aby o odejściu na emeryturę decydował nie tylko wiek, ale też długi staż pracy) nie wykluczył w przedwyborczym zapale prezydent Bronisław Komorowski.

- Są osoby, które bardzo wcześnie idą do pracy. Wyznaczanie tylko wieku jako granicy emerytury powoduje, że ci ludzie pracują o wiele dłużej - mówił prezydent.




Partnerzy